Złote nici w dłoniach
Kolejne spotkanie klubu hafciarskiego za nami. Miło obserwować pracę, podczas której powstają dzieła sztuki.





Kolejne spotkanie klubu hafciarskiego za nami. Miło obserwować pracę, podczas której powstają dzieła sztuki.





Czy wiesz, że niektóre z największych dzieł literatury powstały zupełnie przypadkiem. Ich autorzy mieli nawyki i doświadczenia, które same w sobie mogłyby stać się fabułą powieści. Oto trzy niezwykłe historie z życia pisarzy, które pokazują, jak nieprzewidywalna potrafi być droga do literackiej sławy.
Lato 1816 roku było deszczowe i mroczne tak bardzo, że Mary Shelley, Percy Shelley oraz Lord Byron spędzali długie godziny w willi nad Jeziorem Genewskim. Z nudów ogłosili konkurs: kto napisze najlepszą opowieść grozy? Mary długo szukała pomysłu, aż pewnej nocy nawiedził ją przerażający sen o naukowcu próbującym ożywić martwe ciało. Z tego koszmaru narodził się „Frankenstein”. Powieść, którą Shelley napisała mając zaledwie 18 lat i która zapoczątkowała nową erę literatury grozy.
Stevenson wymyślił „Wyspę skarbów”… rysując mapę dla swojego pasierba. Ot tak, dla zabawy szkicował zatoki, skały i miejsca oznaczone wielkim czerwonym X. Kiedy skończył, zrozumiał, że mapa wygląda jak gotowa obietnica przygody. Zaczął więc dopisywać historię o piratach, statkach i skarbie. Pisał z takim zapałem, że pierwszą wersję powieści ukończył w kilka tygodni.
Dziś „Wyspa skarbów” należy do klasyki literatury przygodowej. A wszystko zaczęło się od dziecięcej mapy…
Choć Sherlock Holmes przyniósł Doyle’owi sławę, pisarz uważał, że detektyw odciąga go od „poważniejszej” literatury. W 1893 roku postanowił więc uśmiercić Holmesa, strącając go z wodospadu Reichenbach. Reakcja czytelników była bezprecedensowa: tysiące osób odwołało prenumeratę „Strand Magazine”. W Londynie noszono czarne opaski żałobne, a Doyle dostawał listy z pogróżkami i błaganiami o powrót bohatera. Po ośmiu latach, pod presją fanów, pisarz „wskrzesił” Holmesa w opowiadaniu „Pusty dom”.