Dyskusje o literaturze – ,,Hotel Pastis” Petera Mayle

  Dyskusyjny Klub Książki to ciekawy sposób na   interesujące rozmowy o wspólnie przeczytanych książkach. Można czerpać radość z dyskutowania o literaturze.W takiej atmosferze odbyło się spotkanie Klubu, działającego przy naszej bibliotece. Burzliwą dyskusję wywołała książka Petera Mayle „Hotel Pastis”, która zainspirowała jednego z członków Klubu do napisania recenzji.

  Najbliższe spotkanie klubu DKK odbędzie się 17 maja 2010 roku o godz. 14.00. Tematem dyskusji będzie książka “Kolacja z Anną Kareniną” Glorii Goldreich.

  Krótka recenzja o książce Petera Maylea pt. „Hotel Pastis ”.

Powieść Petera Maylea to historia człowieka żyjącego pod koniec XX wieku w europejskiej kulturze zachodu. Warto podkreślić na wstępie, że jest napisana jasnym i ciekawym językiem, więc czyta się ją przyjemnie. Brytyjczyk Simon- główny bohater, to człowiek klasy średniej, a więc człowiek zamożny, do tego pracujący na kierowniczym stanowisku w poważnej firmie, zajmującej się reklamą.  Mamy, więc do czynienia z czymś dla przeciętnego czytelnika egzotycznym. To trochę tak, jakbyśmy oglądali „Dynastię”, ale nie chcę przez to przekreślić tej  w sumie miłej opowieści. Zwłaszcza, że kończy się ona nieco zaskakującym, ale jednak happy endem. Simon przeżywa kryzys wieku średniego. Ma za sobą dwa nieudane małżeństwa, a jedyną naprawdę bliską osobą jest jego przyjaciel i …lokaj. Jego problem dotyka dzisiaj wielu ludzi i to w Polsce, często niezależnie od statusu społecznego. Mam na myśli całkowite pochłonięcie pracą zawodową, bez możliwości wyboru. Nie jest to, więc tylko pracoholizm, raczej forma przymusu, na którą przystajemy. Simon skarży się, że „…mieszka w biurze.” Przyzwyczaił się już do takiego życia i nie wyobraża sobie możliwości zmiany, mimo, że wypalenie zawodowe mu doskwiera. Wtedy decydując się na kilkudniowy urlop w Prowansji uruchamia lawinę zdarzeń, która odmienia jego życie. Poznaje kobietę, też na rozstaju dróg, ona inspiruje go do zmiany zawodu, zakochuje się w niej, wspólnie w małym mieście budują hotel, rzuca pracę w city i okazuje się, że teraz… nie będą żyli długo i szczęśliwie, jak to w bajce bywa. To nie jest ta praca, choć wszystko na to wskazywało. Nie jest już wprawdzie … „biednym starym specem od reklamy, cierpiącym w luksusie, wlokącym się od Concorda do Mercedesa…”. Nadał „…jakiś sens swojemu życiu…”, nie jak dotąd, gdy pracował tylko „…dla pieniędzy”, jednak to nie jest to, o co mu chodziło. Rozwiązanie przychodzi poprzez równolegle toczący sie wątek sensacyjny, aż do szczęśliwego końca (celowo nie zdradzam go), jednak nie to mnie frapuje w tej historii, ale „coś” innego. To „coś” nie zastało zapisane słowami, ale jest zapisane milczeniem o tym „czymś”. Simon jawi się nam, jako typowy „produkt” zachodniego społeczeństwa konsumpcyjnego. Gdy mieszkańcy Wschodu: czy to np. Indii, czy Arabowie zanurzeni są w duchowość, a wiara jest ich nieodłącznym elementem życia, nasz bohater nawet nie zastanawia się, czy jest Bóg, jaki jest głębszy sens istnienia, choćby nawet z punktu widzenia ateistycznego. Nie ma na to czasu, ochoty, a pieniądz przesłonił mu widok na horyzont. Liczy się tu i teraz. Nie bądźmy jednak zbyt surowi dla niego. Gdy pomyślimy o nocy świętego Bartłomieja i tysiącach wymordowanych hugenotach (francuskich protestantach), tylko za to, że byli innego wyznania niż większość katolicka, gdy wspomnimy krucjaty inspirowane przez papieży i związane z nimi rzezie innowierców, spalenie rektora Jana Husa, czy zakonnika Savonaroli, zrozumieć nam łatwiej rozczarowanie wielkimi kościołami w Europie, jakie dotknęło znaczną część populacji. Niektórzy historycy przypisują powstanie ateizmu i procesów laicyzowania się społeczeństw (nieraz mimo chodzenia do kościoła) wypaczeniu elementarnych nauk Jezusa zawartych w Piśmie Świętym. Simon nasz bohater ponosi, więc tylko częściową odpowiedzialność za swoją płyciznę duchową, a z drugiej strony jest przecież całkiem sympatyczny. Szkoda, że nie miał okazji poznać wspaniałych idei Reformacji, które w XVI wieku, a następnie w XIX wieku doprowadziły wielu Europejczyków do poznania czystej nauki Jezusa zawartej w niezmiennym Piśmie Świętym i powrotu do chrześcijaństwa takiego, jakie było w pierwszym wieku n. e., lecz większość kościołów niestety te idee odrzuciła.

 Robert Minda

 

Zamknij menu