Trudny czas dorastania

 

Tematem ostatniego przed wakacjami spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki dla dorosłych była powieść J. D. Salingera pt. ,,Buszujący w zbożu”. Bohaterem książki jest młody mężczyzna – Holden Caulfield, który ucieka ze szkoły. Siedemnastolatek nie może odnaleźć się w swoim środowisku, którego nie  akceptuje. Uważa bowiem , iż jest ono zakłamane i obłudne. Po wydaleniu ze szkoły, Holden wraca do Nowego Jorku i w obawie przez rodzicami wynajmuje pokój w podrzędnym hotelu. Nastolatek błąka się po mieście, szukając sensu swojego życia…„Buszujący w zbożu” Salingera to książka, nad którą trzeba się zatrzymać, zastanowić: kim jesteśmy, czy wybraliśmy właściwą dla siebie drogę? Czy przeżywaliśmy chwile buntu, tak jak Holden, czy też daliśmy się bezwolnie wchłonąć otaczającej nas rzeczywistości… W zależności od wieku, książkę Salingera będziemy czytali inaczej. Osoba dorosła, ukształtowana, spojrzy bowiem na nią z innej perspektywy. Dostrzeże niuanse, których nie potrafi jeszcze dostrzec zbuntowany, młody człowiek, który dopiero poszukuje właściwej dla siebie drogi.

Recenzja 

Robert Minda 

Co myślę o książce „Buszujący w zbożu” J. D. Salingera ?

Pierwsze wrażenie podczas czytania jest takie, że napisał ją smerf  Maruda-postać kreskówki o smerfach i Gargamelu, który na wszystko patrzy pesymistycznie. Główny bohater, siedemnastoletni chłopak – Holden Caufild, opisuje kilka dni ze swego życia. Właśnie dowiedział się, że został wyrzucony z kolejnej szkoły, gdyż oblał egzaminy. Kanwa powieści, to szereg wydarzeń i towarzyszące im uczucia sfrustrowanego nastolatka. Ucieczka ze szkoły i internatu, przypadkowe spotkania z różnymi ludźmi, czasem niebezpieczne, bo z półświatka Nowego Jorku. Innym razem z taksówkarzami, zakonnicami, prostytutką, rówieśnikami, dziewczynami, nauczycielem. W takich miejscach jak np.: nocne kluby przy alkoholu i papierosach, muzeum, ulice wielkiego miasta, dom zaprzyjaźnionego nauczyciela, internat i co ciekawe,  własny dom odwiedzony incognito nocą. Holden widzi świat w ciemnych barwach, lecz trudno nie przyznać mu w wielu sytuacjach racji. Z drugiej strony, jako młodemu człowiekowi brak mu dystansu do życia, zważywszy, że wszyscy mamy wady i popełniamy błędy. Otoczenie w jego oczach, to bezideowe społeczeństwo, z podejściem konsumpcyjnym. Celem życia są tu: pieniądze, posiadanie dóbr, wykształcenie, by osiągnąć sukces materialny, pochwała ze strony otoczenia. Metody prowadzące do celu to: obłuda, snobizm, pozerstwo, bufonada, wazeliniarstwo. Jego świeże spojrzenie nie dostrzega tu wzniosłych idei.  Rozczarowuje nawet funkcjonowanie kościołów, jako instytucji, powołanych do dbania o rozwój duchowy w wymiarze religijnym. Tu akurat wynika ono po części z jego winy, ponieważ wszystko neguje. Po części jednak z faktu, że chyba nikt nie nauczył go prowadzenia życia duchowego w oparciu o osobiste poszukiwanie relacji z Bogiem, przez modlitwę i studium Biblii. Bóg objawia się przecież człowiekowi nie tylko przez fenomenalne dzieła przyrody, Wszechświat i prawa natury, ale również przez umysł i swoje słowo tj. Pismo Święte. Holden jest wyalienowany, bo trudno mu zaakceptować konformizm, konsumpcjonizm, materializm, ale i zwyczajną głupotę. Nie widzi przysłowiowego światła w tunelu, którym mogła by być , jakaś szlachetna idea, nadająca życiu głębszy sens. Pieniądz, zaszczyty, kariera, mała stabilizacja, nie mogą być dla niego celem życia. Szuka ideałów, ale sam nie jest idealny. Kłamie, zmyśla, jest,, krytykancki”, czasem łamie serca bliskim osobom. Jest jak gorąca, nieukształtowana lawa, która dopiero za jakiś czas zakrzepnie, przyjmując formę. Jaką? Nie wiadomo. Jego rodzice to zapracowany ojciec , nie mający czasu dla dzieci i matka, rozchwiana emocjonalnie po śmierci jednego z rodzeństwa. Nie dają mu oni niestety poczucia bezpieczeństwa w jego dorastaniu. Sami są zagubieni w tym świecie bez trwałych wartości, choć finansowo zamożni. Mieszka w internatach wśród obcych ludzi, z którymi brak mu emocjonalnej więzi. O sobie mówi, że jest w pewnym sensie ateistą, bo choć postać Jezusa podoba mu się, to jednak większość historii biblijnych, jak twierdzi, do niego nie przemawia. Ma swoją koncepcję, sprzeczną z Biblią, nie może więc i na tym źródle się oprzeć. Takie podejście do życia wraz z relatywizmem moralnym (brak wyraźnego rozgraniczenia co dobre, a co złe) jest typowym dla naszej, postmodernistycznej epoki. Każdy chce tworzyć swoją definicję dobra i zła, swoją religię, Boga według swoich wyobrażeń, swoją prawdę. Najlepsze relacje i uczucia wiążą go z młodszą siostrą Phoebe i to wydaje się być jedynym jasnym punktem w jego czarno widzianym świecie. Samotny w tłumie, szukający celu w bezideowym otoczeniu, próbujący się określić kim jest, poprzez empiryczne poznawanie życia, łącznie z jego ciemnymi stronami. Podsumowując, książka wydaje się trochę powierzchowna, choć uważny czytelnik odkryje w niej podskórne, ważne problemy dzisiejszej rzeczywistości.     

 

Spotkaniu towarzyszyła nie tylko pasjonująca lektura, ale również przemiła atmosfera, która zapewne była zasługą Roberta…Smile